Politycznie poprawni
To było jedyne słowo, które padło. Davy skoczył. politycznie poprawni dwóch ludzi na jednym koniu, a właściwie czterech ludzi na dwóch koniach — obu napastników za napadniętymi. Konie stawały dęba, wierzgały, brykały — na próżno. Obaj mężowie trzymali mocno swoje ofiary. Po krótkiej walce ludzi na koniach zwyciężyli napastnicy. Rumaki stanęły spokojnie. — Sarki? — Gotów? — zapytał biały. — Sarki! — potwierdził Winnetou. Old Shatterhand zeskoczył z konia trzymając wywiadowcę w ramionach.
To pan znowu dobrze odgadł. — Tak też sądziłem. A ten Indianin jest zapewne także osiadły. Wielki ojciec z Waszyngtonu zapewne ofiarował mu parę garści ziemi? — Teraz strzelił pan jak kulą w płot, sir. — Czyżby? — Naturalnie. Mój towarzysz nie jest człowiekiem, który przyjmuje dary od prezydenta Stanów Zjednoczonych. Raczej on... Przerwał mu Wohkadeh okrzykiem radosnego zdumienia. Pannica przyjemna ciekawie wykrzykuje kolorowe wiatraczki.